Kontynuuj W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w "Polityce Cookies".
 
AKTUALNOŚCI /  WŁOCHY /  KUCHNIA WŁOSKA /  SUBIEKTYWNIE /  TURYSTYCZNIE / 
SUBIEKTYWNIE / KARTKI Z PODRÓŻY / JAROSŁAW FIDEREK
Bilety Lotnicze
[NEWSLETTER]
  
WERONA 2006 VIII
Werona - usytuowanie miasta w regionie Wenecja Euganejska
Piazz Bra - drugi po rzymskim Koloseum amfiteteatr
Most prowadzący do XiV wiecznego zamku
Most prowadzący do XiV wiecznego zamku
Pod bramą domu Julii
Areną - jedne z największych amfiteatrów Rzymu - do dziś czynny
Zromadzone pod amfiteatrem elementy scenografii
Widok na Piazza Bra z amfiteatru
Pomnik rycerza w XiV wiecznym zamku
Katedra w Weronie
Droga na punkt widokowy
Widok na miasto i most
Widok na miasto i zakola rzeki
Rozeta w kosciele San Zeno - św. Zenona
Kościół św. Zenona
Amfiteatr i Piazza Bra w ge wczesnych godzinach rannych
JAROSŁAW FIDEREK
[Powiadom znajomego]  A A A   

Werona - miasto Romea, Julii i nie tylko

sierpień 2006 r.

Werona wita podróżujących pociągiem dużą, jak na rejon Veneto, stacją - Verona Porta Nuova. Okolice stacji, podobnie jak w wielu innych miastach nie prezentują się okazale. Niemniej po przejściu około kilometra od dworca możemy wyjść na okazałą corso Porta Nuova i nią dojść do centrum ze wspaniałą Areną.

Plac gdzie rozlokował się jeden z największych amfiteatrów cesarstwa rzymskiego zwany Piazza Bra to miejsce pełne turystów. W odróżnieniu od niemalże pustej w sierpniu Padwy, Werona na brak odwiedzających nie narzeka. Gwar rozmaitych języków rozlega się na każdym kroku. Niedaleko krańca corso Porta Nuova jest Via (ulica) Roma, którą możemy dojść do średniowiecznego zamku Castelvecchio, z którego na drugą stronę rzeki (fiume Adige) prowadzi ceglany most. Po drugiej stronie rzeki nie ma już starego miasta, jest za to pozostałość z czasów okupacji austryjackiej - wojskowe forty. Jednak jeśli czas Was ogranicza nie przekraczajcie w tym miejscu rzeki tylko cofnijcie się i wzdłuż corso Cavour możecie dojść do Torre dei Lamberti - okazałej wieży górującej nad krajobrazem. Plac Erbe, pełen kafejek i restauracji jeszcze przez długie nocne godziny tętni gwarem rozmów, muzyką i dżwiękiem szklanych butelek w ręku licznych tam grup młodzieży. To właśnie corso Porta Borsari czyli przedłużenie corso Cavour upodobały sobie grupy nastolatków zgromadzone wokół ulubionego we Włoszech środka transportu - małych i całkiem dużych skuterów. Wielokrotnie spacerowaliśmy tamtędy w różnych godzinach nocnych i nawet przez chwilę nie wyczuwało się agresji niekiedy obecnej w Polsce gdy grupy młodych kontemplują swe życie nad kolejną butelką piwa. Od wspomnianej wieży mamy już niedaleko do domu Julii - dość abstrakcyjnego konceptu władz miejskich, który w naszym zachodnim świecie symboli wyrósł na rzeczywistość. Bo jakże inaczej można by nazwać pielgrzymki do miejsca kogoś kto wołał do nas jedynie z kart literatury. Jeśli pozostała by gdzieś na świecie rodzina Szekspira to w trosce o prawa autorskie do dramatu i żyjących weń postaci musiała by od władz miasta dostawać olbrzymie dywidendy. Brama wejściowa to mur z gumy do żucia na którą to tysiące próbowało przyczepić karteczki w w intencji niespełnionej miłości. Czy gdyby historia potoczyła się inaczej - Romeo wiedząc o fortelu cierpliwie poczekał by na przebudzenie Julii, a później - o ile nie żyli by długo i szczęśliwie, to przynajmniej razem uciekli by z miasta - to czy dziś czcili byśmy ten koncept. Czy oczekując na co dzień happy-endów, w pamięci przechowujemy jedynie nieszczęśliwe zakończenia?

Niezależnie od stosunku do całej tej historii warto przyjść i zobaczyć ten socjologiczny fenomen. Balkon i dom niczym się nie wyróżniają, wnętrza również. Niemniej ta kolejka ludzi mówiąca w różnych językach i o różnych kolorach skóry (co oznacza, ze mit wyszedł poza granice Europy) szturmujących prawą pierś posągu Julii sama w sobie jest niepowtarzalna.

Werona wcisnęła się w zakola rzeki.

Cóż, gdy się patrzy na mapę trudno sobie wyobrazić łatwiejszy do obrony teren. Przynajmniej w czasach gdy wojska inżynieryjne nie zaczęły budować w niezwykłym tempie mostów. Arena wychodziła początkowo za mury obronne, później jak miasto się rozrastało również i ją wciągnięto do miejskiego organizmu. A wojen włosi prowadzili dużo. Można by rzec, że przy włoskiej historii dzieje Polski to opowieść bez napięć. Nasze konflikty z potęgą krzyżacką zakończone zwycięskim Grunwaldem to jedynie promil walk toczonych na całym półwyspie Apenińskim. Bo jakże trudno nam sobie wyobrazić od pewnego momentu dziejowego by na ten przykład Kalisz walczył z Toruniem, a Gniezno mając raz za sojusznika Warszawę, a raz Kraków doszczętnie łupiło Gdańsk i okolice. Historia Włoch jednak tą drogą poszła. Florencja wieki całe miała za swych wrogów i Sienę i Pizę. Dziś w dobie samochodów niecała godzina dzieli te miasta od siebie, dawniej wrogów śmiertelnych.

Wracając do Werony - będąc głównie pod wpływem Wenecji, kiedy ta była u szczytu potęgi ma te charakterystyczne weneckie akcenty w architekturze, których nie uświadczy się ani w Bolonii ani we Florencji nie tak znowu odległej jak na dzisiejsze standardy.

Poza most warto za to przejść aby zawitać do kolejnej pozostałości cesarstwa - małego Teatro Romano - z muzeum archeologicznym. Idąc przez ponte Pietra, przechodząc wcześniej obok duomo czy kościoła Św. Anastazji dochodzimy do małej uliczki ciągnącej się pod górę. Naprawdę warto zadać sobie trud by powspinać się nieco - nagroda jaka nas czeka to niebywały widok na starą Weronę z czerwonymi dachówkami, wieżami i kopułami kościołów. Stamtąd właśnie najprościej dostrzec genialność położenia tego miasta, którego początki sięgają czasów przed antycznych.

Wracając do organizmu miejskiego nie można przeoczyć via Mazzini - ekskluzywnej uliczki ciągnącej się od wspomnianego wcześniej Piazza Erbe do Areny. Zresztą warto zapamiętać te kilka nazwisk - Mazzini, Cavour, Garibaldi czy królewskie Vittorio Emanuel II. Jeśli jesteśmy na ulicy imienia którejkolwiek z tych postaci - to możemy być pewni że jesteśmy na jednym z głównych traktów miejskich - czy to Werona czy Padwa czy Modena na ten przykład.

Miasto długo nie zasypia, ale wstając o 7 rano można zobaczyć rzecz w innej porze nie do wyobrażenia - niemalże pusty Piazza Bra i niczym nie skrępowany widok na Arenę. Do późnych godzin nocnych dobiegały z niej oklaski mieszkańców, turystów i licznych włochów, którzy z różnych miast przyjechali, a to na przedstawienie Aidy, a to na rockowy koncert. To prawdziwy fenomen - budowla służąca ludziom w ten sam sposób jak przed ponad dwoma tysiącami lat. To budowniczy geniusz rzymian uczynił ją tak wytrzymałą, że tylko trzęsienia ziemi naruszyły lekko jej strukturę.

Wracamy już do stazione Verona Porta Nuova, czas żegnać się z miastem... oby nie na długo.


O nas
Jarosław Fiderek Pomysłodawca strony, autor części zdjęć i tekstów. W 1993 roku ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Łodzi dyplomem z zakresu grafiki warsztatowej - technika: linoryt barwny. Od 1990 roku zajmuje się projektowaniem w zakresie grafiki reklamowej. Od 2000 r. zajmuje się również projektowaniem stron internetowych. Strona firmowa Agnieszka Fiderek Autorka szkiców zamieszczonych na stronie, które swój...

 + dodaj informację lub opinię

TWOIM ZDANIEM...

Temat:

(Maksymalnie 150 znaków)

Treść:

(Maksymalnie 5000 znaków)

Podpis:

(Maksymalnie 50 znaków)

  

Ukryj pola

Powrót

Włochy   :   Włochy zdjęcia   :  Włochy zabytki   :  Italia  >    24stolice   :   Lizbona    >     Bilety lotnicze